Coffee Writing Simona
PISANINY

#CLAIRE I MEŻCZYŹNI_01

Nie sposób jednoznacznie powiedzieć, jaką kobietą była Claire Cotoure. Dla jednych była nieodgadnioną, poważną i niedostępną Panią Sędzią, a dla innych namiętną, gorącą i nienasyconą kochanką. Ile punktów widzenia, ile męskich spojrzeń, ile niedopowiedzeń – tyle opinii. Kontrasty, narastające zagadki i niedomówienia tylko potęgowały tę aurę tajemniczości wokół niej.
A mimo to jedno było wiadome.

Claire Cotoure była kobietą obok której nie można było przejść obojętnie. Nie, po prostu niemożliwym było, by jej nie zauważyć. I zdecydowanie wiedziała, jak podnieść temperaturę.
U kobiet, którym podnosiła ciśnienie swym istnieniem wywoływała skrajne uczucia nienawiści i zazdrości, u mężczyzn zaś powodowała nieokiełznane pożądanie i chęć bliskości. Jej niesamowita aura oraz – co bardzo prawdopodobne – stanowisko sprawiały, że każdy chciał ją poznać.

Jednakże tylko nielicznym udawało się do niej zbliżyć. Cwana i przebiegła Pani Sędzia wiedziała czego chce – a przynajmniej tak utrzymywała. Przed sobą samą i przyjaciółmi, ale przede wszystkim sobą samą. Uwodziła mężczyzn stawiając im warunki, topiła ich serca i charaktery sama jednak nie wiążąc się nigdy z nikim za nic miała miłość, bliskość niefizyczną i potrzebę związku z kimkolwiek. Mężczyzną na przykład. Och, owszem, bywała w związkach, sparzyła się nawet.
Nie raz.
Ciężko jednak było określić, czy bardziej cierpiała ona sama z powodu przywiązania czy jej duma, którą śmiał sponiewierać jakiś nieważny element społeczny. Ciekawą jednakowoż rzeczą był fakt, że związki jej zawsze wyglądały podobnie, bez zaangażowania, nierzadko bez wspólnych planów, bez wspólnego mieszkania. Często oparte był na fizyczności, chęci zaspokojenia potrzeb, choć zdarzało się, że partner był też potrzebny do czegoś innego – żeby gdzieś razem wyjechać, spędzić z kimś czas, żeby mieć z kim wyjść. Do tego jednak Claire musiała w pewnym sensie dojrzeć. Najpierw jej przyjaciółka wyjechała na stypendium za granicę, a później, kiedy poznała tam pewnego przystojnego chłopaka, który finalnie został jej mężem. A więc można było śmiało sugerować, że Claire Cotoure została trochę sama. Niestety jednak nigdy nie chciała zaufać mężczyźnie, a tym bardziej poddać się mu. Nie znała kompromisów i nie chciała ich znać. Miały być tylko jej zasady. Zasady, które były sztywne i nie do ustąpienia, jak i nieustępliwa była sama Claire. I kiedy wydawało się, że była po prostu do bólu samolubna i skupiona na sobie prawda leżała jak zwykle pośrodku. Człowiek wierzy, że przeciwieństwa się przyciągają, wszak to taka ludowa mądrość, czyż nie? Otóż Claire cierpiała na dziwną przypadłość – przyciągała mężczyzn do bólu skupionych na sobie. Samolubnych, wrednych, takich, dla których liczył się szybki seks bez zobowiązań. Żeby nie wspomnieć o Charlesie, który podczas dzikiego, wyuzdanego seksu odbierał telefony od mamy słowami ‘Nie mamo, nie jestem zajęty’, czy Dereku, który spotykał się z nią mimo tego, że na co dzień był przykładnym mężem i ojcem kilka miast dalej. O wszystkim dowiedziała się od kolegi mecenasa, który zapytał ją czy będzie rozstrzygać w sprawie rozwodowej, gdyż klient go naglił. To sprawiało, że Claire Cotoure stawała się jeszcze bardziej niedostępna i skupiona na własnych potrzebach. W środku była jednak małą, zahukaną Claire, z rozbitej rodziny, z przyrodnimi braćmi i wrogami ze szkolnej ławy.

Tamto przedpołudnie spędziła sama w swoim gabinecie, z wielkim oknem na Gent. Czytając kolejne zeznania i sprawozdania popijała bezkofeinowe latte na mleku owsianym. W pewnym momencie zamknęła oczy i westchnęła głęboko. Odchyliła głowę do tyłu. Powoli otwierając oczy rozluźniła kark. Na ekranie laptopa pojawiła się ikonka wiadomości.

Mike. Nie, nie chciała się z nim już spotykać. Owszem, był spoko, myślała nawet, że mogłaby związać się z nim na dłużej, na stałe wciąż było dla niej za poważnym stwierdzeniem, jednak czegoś mu brakowało. Polotu, fantazji, szaleństwa. Był przewidywalny i dobrze ułożony. Miał zasady. A ona potrzebowała luzu i tego, co jej przyjaciółka Gabrielle nazywała „ułańską fantazją”. A propos Gabrielle…

‘Brielle?’ zapytała, kiedy przyjaciółka odebrała telefon ‘Czy możemy się spotkać?’

Półtorej godziny później Gabrielle siedziała na tarasie ich ulubionej kafejki popijając wzmocnionego flat white’a. Spojrzała na zegarek. Gdzie do cholery jest ta Claire? Czy ona myśli, że człowiek nie ma co robić w domu? Zwłaszcza teraz. Wtedy ją zobaczyła.

Przypadkowy przechodzeń zapytany o tę scenę zapewne pomyliłby Gabriellę i Claire. Nie pomyślałby przecież, że ta wysoka blondynka w lekko rozszerzanych spodniach, oversizeowym, wełnianym swetrze i kapeluszu z szerokim rondem to najpopularniejsza sędzina w Belgii – Claire Cotoure, a elegancka, dystyngowana i nieco zmanierowana kobieta przy stoliku to zwykła blogerka podróżniczka. Tak, można było je pomylić, ale kiedy już przechodzeń dostrzegłby zarys uśmiechu na idealnie gładkiej twarzy Claire nie spojrzałby nawet na jej przyjaciółkę. Nie, Claire zawsze kradła show. W jej ustach nawet najgorszy wyrok brzmiał jak zapowiedź czegoś przyjemnego, kuszącego i obiecującego. Och, oczywiście ona nie zdawała sobie z tego sprawy. Tak powiedzmy sobie – oficjalnie. Z drugiej jednak strony doskonale wiedziała, jak kokietować mężczyzn, co ułatwiało pracę, jedno spojrzenie i nawet najgorsi, najtwardsi i najbrutalniejsi byli jak małe dzieci skłonni powiedzieć wszystko, dokładnie jak było. Zamówiwszy bezkofeinowe latte z mlekiem owsianym Claire dosiadła się do przyjaciółki.

Pochłonięta rozmową dopiero po dłuższej chwili zauważyła, że ktoś ją obserwuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *