Coffee Writing Simona
PISANINY

#CLAIRE I MĘŻCZYŹNI_02

Nie wyglądał zbyt przyjaźnie i – na nieszczęście Claire – zdawał się być odporny na jej uśmiech. W pewnym momencie mężczyzna zdecydował się im przeszkodzić.

‘Czy mam przyjemność z panią Cotoure?’

‘To się okaże, czy przyjemność’ odpowiedziała unosząc prawą brew. Na jej twarzy zamajaczył uśmieszek Mony Lizy.

‘Słuchaj, nie przyszedłem tu na randkę, tylko biznes mam. Potrzebuję pilnie skontaktować się z moim kumplem. Przymknęłaś go ostatnio’

‘Nie przypominam sobie.’

Mężczyzna ku przerażeniu rysującemu się w oczach Gabrielle chwycił Claire mocno za rękę. I ścisnął.

‘To sobie lepiej przypomnij, zdziro. Kanarek na niego mówili.’ uśmiechnął się. ‘To przez kolor jego włosów’

‘Nie pamiętam, naprawdę.’ wyciągnęła jednak z torebki mały notes i złoty długopis ‘Proszę zapisać swój numer telefonu, jeśli będę mogła pomóc skontaktuję się z Panem’. Mężczyzna jednak nie chciał podawać swoich danych. Ścisnął rękę Claire jeszcze mocniej, aż na jej twarzy zobaczył grymas bólu.

‘Co pan robi?’ syknęła. Nieznajomy rozluźnił uścisk nie przestając patrzeć na piękną panią sędzię. Ruchem głowy wskazał na coś pod połami marynarki. Coś, czego Gabrielle ze swej pozycji zobaczyć nie mogła, ale Claire mimowolnie zbladła, co dało przyjaciółce do myślenia.

‘Zrobimy tak mała… Ty przyznajesz w telewizji, że pomyliłaś się w wyroku i wypuszczasz kanarka, ja daję ci spokój.’

‘Nie mogę tego zrobić. Mówiłam już panu. Proszę podać numer telefonu, a skontaktuję się z panem’ chłodno odpowiedziała Claire. Mężczyzna sięgnął po coś z wewnętrznej kieszeni marynarki i ku zaskoczeniu Gabrielle wycelował wprost na nią. Kobiety wstrzymały oddech.

‘A może pokażę ci kto tu dyktuje zasady? Co? Masz czas do końca tygodnia!’ wrzasnął nie spuszczając pistoletu z brzucha Gabrielle. Sparaliżowana ciężarna nie umiała złapać oddechu, czym wkrótce zainteresował się jeden z kelnerów. Szybko zauważył też, co było powodem dziwnego zachowania Gabrielle i wezwał ochronę. Zanim kobiety pośpiesznie odeszły z kawiarni zostawiając mężczyznę w rękach ochrony i policji Claire na odchodne rzuciła mu, że postara się, żeby dostał celę daleko od swojego kumpla Kanarka.

Gabrielle nie pamiętała, jak wróciła do domu. Trzęsły jej się ręce. I nogi. Cała była roztrzęsiona. Czuła, jak dziecko kopie ją jak szalone, jednocześnie nie mogła złapać tchu. Wciąż myślała o mężczyźnie grożącemu Claire. I dziecku… Jak on mógł?! W biały dzień, uzbrojony mężczyzna podbija do dwóch kobiet, w tym jednej ciężarnej i żąda uwolnienia jakiegoś zbira? Czy to jest normalne? Co on sobie myślał? I jak musiała czuć się Claire?

Marcin wrócił późno tego wieczoru. Miał dodatkowe zlecenie i musiał zostać na nadgodziny. Już przy drzwiach zauważył, że coś jest nie tak z jego żoną. Podbiegł do niej i mocno chwycił za ramiona. Gabrielle spojrzała na niego słabym wzrokiem. Sprawiała wrażenie, jakby miała zaraz zemdleć.

‘Co się stało Gabi? Wyglądasz jakbyś miała zaraz umrzeć…’

‘Marcin… Bo ja prawie umarłam dziś… Chodzi o Claire…’ Marcin przewrócił oczami i westchnął. No tak przyjaciółeczka Claire. Dlaczego zawsze chodzi o nią?

‘Przypomniałaś sobie o Claire? Przecież widziałaś się z nią dzisiaj?’

‘No tak i właśnie o to chodzi.’ Marcin spojrzał na nią znudzonym wzrokiem. Ta, ciekawe, co tym razem nawywijała niepokorna Pani Sędzia.

‘Dzisiaj jak siedziałyśmy w Coffeenation podbił do nas jakiś koleś. I wyobraź sobie, że zaczął grozić Claire, że ją zabije, jeśli on nie będzie mógł skontaktować się z jakimś tam swoim kolesiem, co siedzi w więzieniu’ Gabrielle mówiła szybko łykając końcówki i unikając wzroku męża. Ten jednak usilnie próbował sprowokować ją do spojrzenia mu w oczy.

‘No ok, a co Claire ma z tym wspólnego? Jest sędziną a nie klawiszem więziennym?’

‘Chodziło o to, że ona wsadziła tego gościa. Kanarka, czy jakoś tak…’ Oczy Marcina zrobiły się większe. Spojrzał na nią przerażony.

‘Człowiek Kanarka groził Claire? Na twoich oczach?’

‘T… tak…’ przygryzła wargi zanim dodała ‘Mi i dziecku też groził…’ Marcin dotknął jej ręki, wziął długi wdech, po czym głośno wypuścił powietrze. Jak musiała czuć się Gabrielle, skoro członek jednego z najgorszych band w tym kraju wycelował w nią pistolet? W ich nienarodzone jeszcze dziecko? Co musi czuć w takim momencie ciężarna kobieta? Objął ją mocno i pocałował jej głowę. Starając się opanować i oddychać spokojnie mimo że w środku dygotał nie mniej niż żona. Próbował zebrać myśli.

‘Jak to się skończyło? Czy ktoś zareagował? Czy tamten koleś was śledził’

‘Tak, policja go zgarnęła. Nie śledził nas. Kochanie… ja byłam przerażona. Przysięgam, pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji. Nie wiem co mam robić.’

Marcin przytulił ją mocniej. Bał się o żonę i dziecko, choć wiedział jednak, że tu chodziło o Claire. I jeśli raz wdepnęła w gówno wsadzając za kratki Kanarka to nie będzie jej odpuszczone. Z drugiej jednak strony pamiętał ten proces – zapłakany gangster opowiadający ze łzami w oczach o morderstwach, wymuszeniach i haraczach. Narkotyki i gruby hajs. Wdepnęła w gówno i tyle. Biedna Gabrielle! Co też musiała czuć kobieta w piątym miesiącu ciąży będąc świadkiem gangsterskich porachunków? Pocałował ją mocno.

‘Myślę, że Claire potrzebuje ochroniarza’ powiedział po dłuższej chwili.

‘Muszę z nią porozmawiać’ Marcin pokręcił gwałtownie głową.

‘Musisz porozmawiać ze swoją położną. Taki stres w piątym miesiącu ciąży z pewnością nie służy ani tobie ani dziecku. Napij się czegoś i połóż się. Zamówię wizytę domową’

Gabrielle nie chciała jednak spać. W głowie wciąż kotłowało jej się mnóstwo myśli, a za każdym razem, kiedy zamykała oczy widziała lufę pistoletu skierowaną na swój brzuch. Szczerze powiedziawszy bala się nawet zamknąć oczy. Czy on to rozumiał? Czy rozumiał, co ona czuła? Czy rozumiał obawę o stratę? Czy wiedział, co mówi? Jak może być taki spokojny? Taki opanowany? Za dużo pytań. Za dużo faktów. Za mało odpowiedzi.

_

Wkrótce Claire z rozbitą czaszką trafiła do szpitala. Nie widziała sprawcy i nie chciała składać zeznań. Dostała ochronę rządową. Wciąż jednak nie czuła się bezpiecznie. Powróciły wszystkie lęki z przeszłości, dzieci dręczące ją z powodu samotnej matki. Docinki kolegów. Głupie teksty babć sąsiadek. Zaczęła miewać koszmary.

Ktoś zaczął wysyłać jej maile z pogróżkami. Zgłosiła to na policję, ale stalking sędzi nie był dla nich interesującym tematem. Nie czuła się już bezpiecznie ani we własnym łóżku, ani we własnym gabinecie. Ubolewała nad tym.

Kiedyś jej gabinet był ważniejszy niż dom. Strzeżony, dobrze umeblowany. Spędzała w nim mnóstwo czasu. Tylko w swoim gabinecie czuła się ważna i doceniania. Dyplomy i świadectwa ukończenia kursów świeciły się dumnie na jednej ze ścian, a na biurku miała stare zdjęcie z rodzicami. Z czasów, kiedy byli jeszcze normalną rodziną. Tutaj nie musiała nikomu tłumaczyć się, dlaczego nie chce się wiązać, a nieliczni kochankowie, którzy mieli okazję robić to z nią w jej gabinecie zawsze czuli się zażenowani jej osiągnięciami. To sprawiało, że to ona była górą. Że to ona dyktowała zasady. Gabinet miał jednak kilka wad, między innymi wielkie okno, niemal przeszkloną ścianę. Szyby nie były pancerne, zanim nie zaczęła brać grubszych spraw w ogóle o tym nie myślała. Wszystko zmieniło się, kiedy poznała Liama. Był młodym, dość wścibskim dziennikarzem, który wpadł na trop gangu narkotykowego. Poznali się w barze, zaciągnął ją do swojego samochodu. Po wszystkim dał jej zapalić cienkiego papierosa i wyznał, że potrzebuje pomocy. Myśląc o tym na szpitalnym łóżku Claire zastanawiała się, czy Kanarek i jego ludzie nie podstawili Liama specjalnie? Żeby ja przekonać? Miał być przynętą. Młody, przystojny, absolutnie doskonale zbudowany. Z bogatej rodziny, zabierający ją na egzotyczne wakacje i opowiadający o mafijnych porachunkach. Czy tak miało być? Boląca głowa Claire pękała i to dosłownie. Jak mogła dać się tak podejść? To wcale nie był dziennikarz. To był jeden z nich. To…

‘Claire?’ usłyszała jakby z oddali. Powoli otworzyła oczy, by zobaczyć nad sobą zatroskaną przyjaciółkę. Gabrielle poprawiła jej poduszkę i podała wody. „Claire, słuchaj, musimy porozmawiać’.

‘Tak.’ wyszeptała słabo sędzina

‘Potrzebujesz ochrony. Szukamy kogoś z Marcinem. Z tym, że wiesz… To ostatecznie i tak two wybór.’

‘Brielle, pamiętasz, jak poznałam Liama?’ zmieniła temat Claire

‘No tak… A dlaczego myślisz o nim teraz?’

‘Bo co jeśli on wcale nie był dziennikarzem, tylko człowiekiem Kanarka? On zna mój adres, adres gabinetu, on zna mojego maila, numer buta, on wie o mnie niemal wszystko. A co jeśli to on za tym stoi?’ Gabrielle przewróciła oczami.

‘Liam?! No co ty! Na pewno nie!’

‘Myślę, że on mi został podstawiony, wiesz, przynęta dla kochliwej pani sędzi Cotoure. Miał mnie przekabacić na ich stronę, żebym orzekała na ich korzyść.’

‘Dlaczego tak myślisz?’ Gabrielle zmarszczyła brwi

‘Och! To proste! Niby dlaczego on tyle wiedział? Zawsze wiedział, jak dobrać świadków?’

‘Ale to chyba nie była jego praca? Claire? To nie ty dobierasz świadków? Tylko… Eeee…’

‘Nie o to chodzi!’ Claire ożywiła się nagle. ‘Zawsze podstawił kogoś Bramowi. On ich znał z imienia i nazwiska. Nie z pseudonimu. Nie przychodził na rozprawy. Nie wiem co myśleć, może on chciał pozbyć się konkurentów, może chciał być prawą ręką Kanarka, może…’

‘Claire…’ Gabrielle pokręciła głową ‘Claire, czy ty mówisz do mnie właśnie, że twój były chłopak należał do gangu Kanarka i teraz mści się na tobie?’

‘Tak. Bo nie przewidział jednego. Że najważniejszy świadek, sam Kanarek puści farbę. Przecież to on rozpłakał się na rozprawie i wszystko wyśpiewał’

‘Ta… Kanarek’ parsknęła przyjaciółka ‘Jak Kanarek to i śpiewa’ westchnęła. Claire tymczasem kontynuowała

‘Widzisz, a może teraz Liam ma ogon, może ktoś się połapał kto za tym stoi?’

‘No, o to nie było trudno. Wasze wspólne zdjęcie można łatwo znaleźć w internecie. A nie próbowałaś go szukać? Czy naprawdę nazywa się Liam?’

‘Nigdy mnie to w sumie nie obchodziło czy facet, z którym się spotykam to ten, za którego się podaje. Wiesz, ja… Nie przywiązuję się. Nie bawię się w związki. Nie jestem…’

‘Taka jak ja?’ Brielle uśmiechnęła się

‘No, tego nie chciałam powiedzieć. Po prostu, że nie angażuję się. Więc jak to jest znajomość na kilka dni to wiesz… ja nie mogę uciec od swojej tożsamości. Wszyscy wiedzą, kim jestem.’

‘Boże, Claire, czy ty słyszysz, co ty mówisz? Nie jest dla ciebie ważne, czy facet, z którym się spotykasz jest tym, za kogo się podaje?’

‘A ty? Wylegitymowałaś Marcina, kiedy go poznałaś?’

‘Tak! I sprawdziłam w necie wszelkie dostępne na jego temat informacje!’ Claire uśmiechnęła się do przyjaciółki.

‘Czasem chciałabym być taka, jak ty. Co tam mówiłaś o ochronie?’

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *