COFFEE WRITING. NL_ SIMONA ZACHA
REFLECTIONS

PAKOWANIE W 30 MINUT.

Możliwe, że na samo słowo pakowanie przewracacie oczami. Ja tak robię. Już sam dźwięk tego słowa sprawia, że mam ochote się wzdrygnąć, otrząsnąć. Pamiętam, jak usłyszałam kiedyś, mając jakieś piętnaście lat, że kto raz się spakuje już zawsze będzie żył na walizkach. Nie pamiętam, co sobie wtedy pomyślałam, ale wiem, że raczej nic fajnego. Ja nie cierpię się pakować. I mimo że pakuję się często już od jakichś piętnastu lat wciąż nie pokochałam tego zajęcia. Aczkolwiek mam swoje triki na to, jak sobie ułatwić ten okropny proces. Cóż, przecież dobrych rad nigdy dosyć.

TYDZIEŃ PRZED WYJAZDEM.

#1 SPRAWDŹ POGODĘ W MIEJSCU DOCELOWYM.
No i weź poprawkę na to, że może być błędna 😉

#2 ZRÓB LISTĘ.
A najlepiej zrób więcej list. Zacznij od ważnych wydarzeń, w których będziesz uczestniczyć. Wesele, urodziny, komunia, chrzest? Formalne? Nieformalne? Grill u znajomych? Kawka, która może okazać się winem? Ile tych imprez? Zapisz, w co chcesz się ubrać i skontroluj te ciuchy. Ok, co poza imprezami? Zapisz cywilne ciuchy, które zamierzasz zabrać. Przelicz liczbę tych ciuchów.

#3 ZRÓB PRANIE.
Czy coś trzeba jeszcze wyprać, albo odświeżyć? Teraz jest na to czas. Tak samo, jak na przyszycie guzika, wymycie butów czy skompletowanie reszty garderoby.

#4 ZWERYFIKUJ LISTĘ.
Najtrudniejsza rzecz. Tak naprawdę mówi się, że powinno się zrobić trzy listy. Pierwszą, co chcemy zabrać. Drugą, co musimy zabrać. I trzecią – co faktycznie zabieramy. Liczba ciuchów to indywidualna sprawa, podobnie kosmetyki etc. Ja sama staram się zabrać nie więcej niż dziesięć ubrań. Nie wliczam do tego oczywiście bielizny i skarpetek, ani płaszcza.
W tym miejscu jeszcze raz polecam sprawdzić pogodę.

DZIEŃ PAKOWANIA I WYJAZDU.

#1 WSZYSTKO NA WIDOKU.
Wyciągam torbę i ciuchy z szafy. Układam wszystko na łóżku i wybieram ubrania na podróż. Tak po prawdzie to robię to już w trakcie robienia listy. Odkładam te rzeczy na bok i kładę na tym szal, który zabieram, żeby okryć się w aucie (tak, klimatyzacja). Resztę pakuję na dno torby.

#2 HIGIENA + KOSMETYKI
Tutaj rada mojej mamy – przywołaj w pamięci swoje rytuały pielęgnacyjne. Demakijaż? Kąpiel? Znaczy żel pod prysznic, może jakaś myjka, szampon ręcznik. Później myjesz zęby? Znaczy pasta + szczoteczka. Myjesz twarz czymś specjalnym? Używasz jakichś balsamów? Przeanalizuj to sobie krok po kroku i zapisz. Wtedy możesz skreślać z listy to, co już masz.
Wiem, że niektórzy polecają zabieranie na wyjazd próbek kosmetyków etc. Ja jednak zawsze wybieram to, czego używam na co dzień. Nie lubię eksperymentów w obcych miejscach.

#3 NA OSTATNIĄ CHWILĘ
Są takie rzeczy, które zwykle pakuję na ostatnią chwilę – najczęściej to ładowarki, szczotka do włosów i pędzle do makijażu 😉 Choć ostatnio zakupiłam te ostatnie w wersji mini na podróż. Ładowarki i inne sprzęty elektro najlepiej spakować w jednym miejscu. Torba na laptop czy coś. Ja niestety często wrzucam je w pośpiechu luzem do torebki.

JAK ZROBIĆ LISTĘ?

Nie dzień przed wyjazdem. Listę należy robić na chłodno i na spokojnie, jeśli to ma zadziałać. Ponadto…

#1 NIE INSPIRUJ SIĘ.
Ty sama wiesz, czego potrzebujesz. Co się u Ciebie sprawdza i czego używasz. I w czym się dobrze czujesz. Instagram, czy pinterest pękają w szwach od list. Jednak żadna, nawet najpiękniejsza nie będzie w 100% Twoja. Szukasz porad? Ok, ale pamiętaj, że sama wiesz, czego potrzebujesz.

#2 PODZIAŁ LISTY NA DZIAŁY
Osobiście dzielę swoją listę pakowania na sześć podrozdziałów –
*WAŻNE: dowód osobisty, dokumenty dziecka, prawo jazdy, ubezpieczenie zdrowotne, portfel, klucze od domu
* HIGIENICZNE: wszelkie kosmetyki pielęgnacyjne, ręczniki, szczoteczka do zębów, ale także szczotka do włosów, gumki do włosów, patyczki do uszu, waciki, pilniki, obcinaczki do paznokci, podpaski etc
* AKCESORIA: soczewki, zegarek, parasol, biżuteria, okulary przeciwsłoneczne, pasek…
* KOSMETYKI: mascara i jej podobne
* ELEKTRO: telefon, laptop, aparat, token, czytnik.
* UBRANIA.

PAKOWANIE DZIECKA:

Oczywiście lista. U mnie sprawdza się doskonale i zazwyczaj mam dwie wersje – papierową w bullet journalu i cyfrową w Google Keep, albo w Asanie. Cyfrowa jest o tyle fajna, że łatwo można zaznaczać i odznaczać rzeczy, co pomaga przy ponownym pakowaniu i sprawdzaniu, czy wszystko mamy.
Podrozdziały, jakie mam w liście pakowania syna to:
*WAŻNE: dokumenty i ubezpieczenie
* JEDZENIE: tutaj lądują rzeczy typu kubeczek, witaminy, przekąski, śliniak etc. Wcześniej także butelki (których oczywiście nigdy nie użyliśmy)…
* PRZEWIJANIE
* HIGIENICZNE
* SPANIE
* LEKI:
tutaj oprócz oczywiście leków jest krem na wiatr, na słońce, aspirator, nożyczki, maść na siniaki etc
* UBRANIA
* INNE: np. zabawki

Zanim pomyślisz, że to przecież oczywiste, żeby zabrać to czy tamto i po co to pisać to pozwól, że powiem Ci jedno. Najciemniej jest pod latarnią. I często rzecz najbardziej oczywista zostaje na stole kuchennym. Zaczynam swoją listę wcześnie i skrupulatnie ją skracam, aż w dniu pakowania mam wszystko skondensowane. Wcześniej zawsze miałam wszystkiego za dużo. Zwłaszcza ciuchów.
Samo pakowanie nie zajmuje mi już tak dużo czasu. Gorzej z przygotowaniem się do niego. Możliwe, że moje triki nie są ci potrzebne, bo jesteś mistrzem pakowania (znam takich ludzi), a możliwe, że zawsze czegoś zapominasz. Czasem wydaje nam się, że będziemy potrzebować mnóstwa ciuchów, czy kosmetyków, a na miejscu… Cóż. Wszystko jest inaczej. Nie ma czasu. Jest zimno. Jest za gorąco. Pękło ramiączko od stanika. Coś się wylało, coś się stało.

Pakuję się średnio dwadzieścia razy w roku. Czasem na tydzień, czasem na weekend. I tak, jak zawsze ciężej było mi napisać krótki tekst tak ciężej było mi się spakować na weekend. Trafiłam kiedyś na przykładową listę, w jednej z książek. Na jej podstawie zrobiłam swoją i teraz nie rozkminiam godzinę przed wyjazdem stojąc przed szafą pełną ubrań.
Nie, jest lista. Moja i syna. Mój mąż nie robi list 😉 niektórzy nie potrzebują. Niektórzy tak. Jesteśmy różni.

Piszę sobie tego posta szykując się na krótki wyjazd do Polski. Wyjazd, który też mam już rozpracowany – odległość od naszych domów rodzinnych to nieco ponad 200 km. W Niderlandach to luz, wbijasz na autostradę i lecisz. W Polsce to co innego – ponad kilkadziesiąt ograniczeń poniżej 50 km na godzinę i jeszcze więcej obszarów zabudowanych. Taka historia, dlatego z góry planujemy gdzie i na jak długo jedziemy. Cóż, idę się pakować.
Miłego dnia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *