Simona Zacha Niszczak Coffee Writing
PISANINY

#DZIWNE RELACJE.

On nie mówił za dużo, za to ona gadała ciągle. On był typowym humanistą, z głową w chmurach, ona umysłem ścisłym, z logicznym wytłumaczeniem wszystkiego. I kiedy tych dwoje się spotkało zatrzęsła się ziemia, dla Niego był to znak, dla Niej ruch płyt tektonicznych.On był wysokim brunetem, ona niską blondynką, on był gwiazdą sportu, ona gwiazdą olimpiad. On marzył, że zmieni świat, wciąż myślał o poczuciu własnej misji, ona marzyła, że odmieni ludzki los, ślepo wierzyła w lekarstwa na AIDS. Nie myśleli o miłości, nie była im potrzebna, mogli spędzać razem całe dnie, ale nie żywić do siebie żadnych uczuć… Budzili się nad ranem w swoich łóżkach marząc o kimś, z kim można by zasypiać, obok kogo można by się budzić. Mieli jeszcze niewiele lat, ale już tak dużo wiedzieli o życiu. On, niespełniony idealista, ona niespełniona badaczka. Cudowny przykład nauki i wiary nierozerwalnie splecionych w wyidealizowanym uścisku.

On lubił zasypiać w jej łóżku. Kiedy czuł, że jest blisko czuł się bezpieczny i potrzebny. Nie musiał jej dotykać, nie musiał nawet na nią patrzeć, nie musiał słyszeć jej spokojnego oddechu. Lubił świadomość, że jest blisko Niej. Bał się nawet jej dotknąć, nie chciał jej wystraszyć. Wystarczała mu myśl, że ona śpi obok, że być może przez sen go przytuli… Ona lubiła spędzać z nim czas. Owszem, bolało, że nigdy jej nie dotykał, że zawsze zachowywał ten cholerny, bolesny dystans, ale sam fakt, że poświęca jej swoją uwagę był krzepiący i działał tak samo kojąco, jak jego ciepły szept po ciężkim dniu. Nie potrzebowali nic więcej, byli znajomymi, znali się od wieków albo i dłużej. Widzieli się nawzajem w tysiącach sytuacji. Oboje zgodnie twierdzili, że ich miłość nie dotyczy. I pewnego majowego popołudnia, kiedy nie było jej u jego boku zrozumiał, że jeśli wypije jeszcze jedno whisky znowu wyląduje w jej łóżku i poza zapachem jej włosów nie poczuje nic. Być może już wcześniej domyślał się, że jej uczucia zmierzają w tę stronę, ale bał się, że to go zablokuje. Przede wszystkim była sceptyczna – nie chodziło o jego styl życia, ani jego poglądy, w końcu ludzie różnią się od siebie… Ale ona bała się nowych rzeczy, była mało odważna, nigdy nie wykonałaby pierwszego kroku… I w tej jednej sekundzie postanowił postawić wszystko na jedną kartę, powiedzieć jej, że nie wierzy w przyjaźń damsko – męską.

Pochodzili z różnych światów, inaczej myśleli, inaczej się ubierali i inaczej jedli. Jedynym wspólnym mianownikiem była muzyka i miejsce zamieszkania. Nie widzieli dla siebie wspólnej przyszłości. W marzeniach i wizjach występowali u siebie nawzajem, ale nigdy nie było to coś na tyle poważnego, by odważyć się podejść do siebie i z mostu bezwstydnie powiedzieć czego się chce. Kiedy zasypiali obok siebie jedno spało na krawędzi łóżka, drugie niemalże na ścianie. Żadne z nich nie chciało pokazać jak bardzo mu zależy.
Tylko, kiedy byli pijani potrafili rzucać w siebie aluzjami. Nie wierząc, że pijane słowa to trzeźwe myśli mówili sobie, czego oczekują, aby następnego dnia udawać, że byli zbyt pijani by zapamiętać. Robili sobie nawzajem nadzieje, każde z nich chciało, by to drugie w końcu nie wytrzymało. Najpiękniejsze było to, że na początku nikt nie dawał im szans. Ani żadne z nich nie pamiętało, jak to się zaczęło. Lubili spędzać ze sobą czas. Tylko tyle, tylko to. Z czasem jednak kontakt umysłowy przestał im wystarczać.

Ona bała się go spłoszyć. Wiele razy słyszała o jego dziewczynie idealnej, o jego planach na życie, nie pasował do jej teorii o księciu z bajki, o pięknej białej sukni i o przytulnym domku na przedmieściach.
On bał się, że będzie musiał się dla niej zmienić. Obawiał się, że wątek erotyczny, na który tak długo oboje czekali może zniszczyć ich przyjaźń, a wtedy każde z nich zostanie z niczym…

Lepiej więc było tak, jak jest. Wolał nigdy jej nie mieć, niż posiąść i stracić. I właśnie wtedy, tego owego majowego popołudnia, kiedy ona próbowała – zgodnie ze swoimi przekonaniami i teoriami o prawach fizyki – wytłumaczyć te wszystkie gierki, które prowadzili, on uświadomił sobie, że ją kocha. Przyszedł do niej, rozmawiali jak zawsze o wszystkim i o niczym, o gwiazdach i planach, o nauce i podróżach i właśnie wtedy stchórzył. Bał się, że mógłby ją skrzywdzić. Kochał ją tak bardzo, że obawiał się, że na Nią nie zasługuje. Nie widział, że ona właśnie pragnie go takim, jaki jest, że dla niej już jest idealny. I znów wolał ją odtrącić niż po prostu objąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *