mamafiets co to jest jak kupić
MATKA POLKA,  NIDERLANDIA

KRÓTKA HISTORIA ROWEROWA

Uwielbiam jeździć na rowerze. Od lat to chyba jedyna forma sportu, która mnie nie męczy i nie nudzi. Nikogo nie dziwi więc fakt, że jara mnie to, że w Niderlandach wszędzie można dojechać rowerem, a rowerzyści traktowani są tu ze specjalnym namaszczeniem. No, a przynajmniej jara mnie to dopóki nie jestem kierowcą samochodu a jakiś zamotany rowerzysta nie wyskakuje mi z prawej strony. Nie wyobrażam sobie nie jeździć na rowerze w kraju, w którym jest więcej rowerów niż ludzi! Dziś opowiem Wam o kupnie roweru. A właściwie rowerów, gdyż od jakiegoś czasu jeżdżę rowerem przystosowanym do przewożenia dzieci – mamafiets.
Zanim jednak o mamafiets cofnijmy się do 2014 roku, kiedy to szukałam swojego pierwszego roweru. Bardzo długo nie mogłam znaleźć nic ciekawego. Nie żeby nie było ich pod dostatkiem… W samym Nijmegen było chyba z dziesięć sklepów, gdzie mogłabym swoje dwa kółka zakupić… W ramach oszczędności postanowiliśmy jednak szukać w internecie. Co wcale nie było takie proste, pomijając już fakt, że nie operowaliśmy wtedy niderlandzkim zbyt dobrze, a jakość zdjęć pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Czasem po odświeżeniu strony widziałam super rower, ale kiedy zadzwoniłam okazywało się, że sprzedany. Hm, 10 minut po wystawieniu? Chciałam, żeby mój rower miał przerzutki, bo wiedziałam, że będę jeździć dużo i często i nie zawsze po równej powierzchni. Tak, Niderlandia wcale aż taka płaska nie jest. Drugim problemem, który napotkałam na swojej drodze było to, że wiele oferowanych w internecie rowerów było kradzionych. Sama słyszałam opowieści ludzi, którym nie chciało się na piechotę wracać z imprezy. Nawet na moich zajęciach o Niderlandach wykładowca co rusz podkreślał jak ważna jest kłódka przy rowerze. Tak może pół żartem pół serio, ale może coś w tym jest.
Twoją uwagę powinien zwrócić fakt, że relatywnie drogi rower sprzedawany jest niemal za bezcen. Możesz cieszyć się z okazji, ale nie będziesz się cieszyć, kiedy skontroluje Cię policja. Niestety natknęłam się na taką ofertę. Cena wcale jakaś bardzo niska nie była, ale rower elegancki etc. Zapytany o dokumenty zakupu sprzedawca zirytował się i niemal wrzasnął, czy kupuję czy nie.
Nie kupiłam.
Czas uciekał, śmigałam na zajęcia autobusem, a roweru jak nie było tak nie było. Przejrzeliśmy mnóstwo ofert, pozapisywaliśmy numery, obejrzeliśmy kilka. Wiecie, z rowerem to jak z małą czarną, gdzieś tam sobie jest i czeka właśnie na Was.
Oglądając rower na żywo pamiętaj o sprawdzeniu numeru ramy. Jeśli nie jesteś pewna czy sprzedający ma czyste intencje poproś kogoś o pomoc, możesz przez telefon przedyktować mu numer ramy, jeśli okaże się, że jest bazie rowerów kradzionych stanowczo zrezygnuj z transakcji… Strona do sprawdzania czipów i numerów ram tutaj. A co jeśli sprzedający wydaje się być w porządku, ale nie ma paragonu (albo twierdzi, że wyblakł, co się zdarza) i rower nie figuruje jako kradziony? Zapytajcie, czy możecie podpisać z nim umowę kupna – sprzedaży.
Pamiętaj – przezorny zawsze ubezpieczony!
Teraz fakt – NIE KAŻDY TANI ROWER MUSI BYĆ KRADZIONY! Czasem ludzie przesiadają się na rower elektryczny lub – tak, jak w moim przypadku szukają czegoś innego, bo zmieniła się ich sytuacja życiowa. Serio, niektórzy chcą oddać swoje dwa kółka za symboliczną kwotę w dobre ręce. Stąd też trzeba kierować się przede wszystkim rozsądkiem. Jeśli zauważycie coś godnego uwagi po prostu reagujcie.
Nie skreślajcie też ofert rowerów, które nie są do końca sprawne. Mój pierwszy rower miał przebitą oponę (a właściwie dętkę, bo opona była dobra) i przez to kupiłam go poniżej 100 euro. Właściciel podpisał umowę, a ja po wymianie dętki cieszyłam się granatową Gazelle. Rower ten służył mi niemal sześć lat.

simona zacha 2 1024x576 - KRÓTKA HISTORIA ROWEROWA

Zanim mamafiets, to mały bonus. Kilka zwrotów do samodzielnego sporządzenia umowy kupna sprzedaży roweru, czyli aan-/verkoopovereenkomst fiets.
verkoper – sprzedający
koper – kupujący
fietsgegevens – dane o rowerze
naam (en voorleter) – imię i nazwisko (inicjały imion)
geboortedatum – data urodzenia
straat – ulica, huisnummer – numer domu, plaats – miejscowość, postcode – kod pocztowy
documentnr identititeit bewijs – numer dowodu osobistego
(ewentualnie numer telefonu (telefoonnummer) lub obywatelstwo (nationaliteit))
merk en type – typ i marka, bouwjaar – rok (produkcji, lub wiek), framenummer – numer ramy
de verkoopprijs bedraagt – cena wyniosła
datum – data
handtekening – podpis

simona zacha 3 574x1024 - KRÓTKA HISTORIA ROWEROWA

Teraz obiecana historia mamafiets. W tłumaczeniu na nasze to nic innego jak rower Mamy (mamowy <3) Rowery te mają zazwyczaj dłuższą ramę i mocniejszą oraz dłuższą konstrukcję bagażnika i są jakby stworzone do montowania fotelików i przewożenia dzieci. Nie mylić z bakfiets, czyli rowerami ze specjalną skrzynką z przodu. Komfort jazdy przy dłuższej ramie zapewnia wygięta kierownica z dodatkową blokadą. Blokada kierownicy zapobiega skręcaniu podczas wkładania dziecka do fotelika.
Dodatkowo w rowerze mamusiowym konstrukcja roweru jest stabilniejsza, a stopka/ nóżka jest podwójna i znajduje się nie z boku przy jednym z kół, ale jakby w połowie roweru. Oczywiście, jeśli jesteś zadowolona ze swojego roweru, a fotelik rowerowy nie przeszkadza Ci w jego użytkowaniu to nie ma potrzeby zmiany roweru. W moim przypadku było nieco inaczej, stąd też zaczęłam research. Była połowa maja tego roku, nasz syn powoli wyrastał z nosidełka i steco, które do tej pory doskonale zdawało egzamin, a teraz służy kolejnym rodzicom. Wiedziałam, że mój rower jest za krótki, żeby montować fotelik z przodu. Sprawy nie ułatwiał spory biust, który dodatkowo tę przestrzeń zmniejszał, zwłaszcza przy wsiadaniu na rower. Niuans, nie? A jaki ważny!
Przejrzałam kilka rankingów i poczytałam kilka niderlandzkich blogów parentingowych. Wkrótce wyłoniło się kilku faworytów. Większość firm produkujących rowery ma swoje rowery mamusiowe, więc było w czym wybierać. Najpopularniejszymi mamafiets pozostają jednak te produkowane przez Gazelle, Batavus, czy Cortina. My rozważaliśmy jeszcze Spartę i zaraz opowiem Wam dlaczego. Ach, dodam jeszcze, że tak, jak poprzednio szukaliśmy roweru z drugiej ręki/ używanego.

simona zacha 4 1024x576 - KRÓTKA HISTORIA ROWEROWA


Mnie podobały się rowery typowo niderlandzkie, w starym stylu, z wygiętą ramą. To, co w Polsce nazywamy rowerem miejskim, a w Niderlandach „omafiets”. Mój mąż zaś jest fanem sportowych rowerów i na moje pomysły kręcił głową. Dlatego ja optowałam za Cortiną, a on za Spartą.
Ten drugi model miał ciekawe kolory oraz mega wzmocniony bagażnik. Odległość kierownicy od siedzenia wynosiła jakieś 63 cm. Sprzedawany był nierzadko w zestawie z dwoma fotelikami (z przodu i z tyłu) dopasowanymi do koloru ramy i wzoru na niej. Rower miał siedem biegów. Cortina zaś występowała w wersji ekstra długiej (odległość między kierownicą a siedzeniem równa 70 cm! – Cortina Lief lub Lifestyle), niestety model ten miał tylko trzy przerzutki, a zależało mi na siedmiu. Kolejnym minusem Cortiny była cena – za model nowszy (i krótszy) i z fotelikami trzeba było zapłacić średnio 50 € więcej. Niewątpliwym plusem Cortiny była jednak dostępność tego roweru, jego klimatyczny look, miejsce na kosz z przodu oraz to, że rower wydawał mi się jakoś stabilniejszy.
Bardziej mi się podobał.
Dla jasności – ze Spart interesowała nas Sparta Dynamic (taka, jak tutaj), a z Cortin – Cortina Roots. Foteliki, które były w zestawie ze Spartą produkuje Bobike, a te z Cortiną Quibble.
Bardzo ważnym elementem kupna roweru mamusiowego jest jazda próbna. Pamiętam pierwszą przejażdżkę takim rowerem – mało co nie zdemolowałam komuś ogrodzenia. To była ta wielka, długa Cortina, z dwoma fotelikami i eleganckim koszem z przodu. Tamtego dnia zaczęłam serio podziwiać tych wszystkich ludzi ze skrzynkami z przodu roweru.
Dlaczego jazda próbna jest taka ważna? Po pierwsze rower mamusiowy inaczej skręca. Promień skrętu jest mniejszy i można łatwo zrobić sobie krzywdę. Po drugie trzeba wyczuć czas hamowania oraz dopasować wielkość roweru do siebie. Jeśli rama jest za duża nie możesz z łatwością zeskoczyć z roweru i interweniować, jeśli coś się dzieje z dzieckiem etc. Pamiętaj też, że dziecko to dodatkowe obciążenie, co powoduje, że droga hamowania jest dłuższa.
Po wypróbowaniu kilku rowerów, w tym nie tylko Cortin i Spart, ale i Gazelle wiedziałam już, że stawiam na Cortinę Roots. Mój rower jest stalowy, a nie aluminiowy, przez co sporo cięższy, ale i stabilniejszy. Tak, muszę czasem wysłuchać komentarzy o swoim czołgu, ale jeansowa strzała jest tego warta 😉 Kupiłam półroczny rower, zamontowaliśmy fotelik z przodu i steco na spacerówkę z tyłu.
Jazda na rowerze z dzieckiem to jedna z najfajniejszych aktywności. Kiedy dziecko siedzi z przodu widzi coś więcej niż tylko Wasze plecy a i Wy możecie mu pokazywać świat z innej perspektywy. Możesz mu opowiadać, co mijacie, pokazywać zwierzęta, dzwonić dzwonkiem, śpiewać – cokolwiek. Codziennie wożę synka do żłobka na rowerze i mijamy po drodze konie, krowy, drzewa, pola, domy… Tyle nowych słów do nauczenia!
Na początku ciężko było się nam odzwyczaić od długich wycieczek rowerowych – w nosidle nasz syn mógł spać, a w foteliku jest to utrudnione, żeby nie powiedzieć, że raczej słabo możliwe mimo dostępnych akcesoriów i poduszek.

simona zacha 5 1024x573 - KRÓTKA HISTORIA ROWEROWA

Ciekawi Was temat mamafiets? Tutaj możecie przeczytać niderlandzki artykuł na ten temat oraz rozwiązać szybki quiz – czy faktycznie rower mamusiowy jest Wam potrzebny. Jak potoczyła się dalej nasza rowerowa historia? Który fotelik i dlaczego wybraliśmy? Jeśli chcecie wiedzieć, dajcie znać! My zmykamy na kolejną przejażdżkę.

PS. Szukając informacji do tego wpisu dowiedziałam się, że ktoś ma rower identyczny jak mój – jeansową Cortinę Roots sparowaną z szarym fotelikiem Yepp. Cóż, mam więc rowerową bliźniaczkę 😉 Tak wygląda mój rower 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *