IMG 20211028 205424 567 1140x1140 - #COFFEETALK vol.1
REFLECTIONS

#COFFEETALK vol.1

Było słoneczne sierpniowe przedpołudnie. Powoli sączyłam kawę rozglądając się dookoła, ale na sam widok bałaganu dookoła mnie robiło mi się niedobrze. Przytłoczona, stłamszona, a w pewnym momencie już obojętna na piętrzące się stosy prania, dokumenty walające się wszędzie i brak miejsca w lodówce. Było mi po prostu wszystko jedno. I czułam się z tym źle, bo oto byłam w końcówce drugiej ciąży, a zamiast celebrować ten czas skupiałam się na bezustannym sprzątaniu. A właściwie przestawianiu rzeczy z kąta w kąt. Czułam jak przytłacza mnie ten marazm, a dni uciekają jeden za drugim zlewając mi się w jedną masę. Żeby jakoś zamknąć i zapamiętać ten piękny czas odgarnąwszy klunkry z biurka siadałam do komputera, żeby się wypisać i oczyścić myśli. W międzyczasie planowałam outfity i pakowałam nas na urlop do Polski i starałam się nie dopuszczać do siebie myśli, że mogłabym tam urodzić. Ok, spojler alert – nie urodziłam.
I wtedy właśnie, tamtego sierpniowego dnia pomyślałam sobie, że jak już się ogarnę ze wszystkim to w końcu wrócę do tego bloga. Tak wiecie, na serio. Bo możliwe… Że może też tak macie. Czas ucieka przez palce, rutyna do porzygania i nieustanne sobą zmęczenie. Czasem poczytanie o takich zwykle błahych problemach daje taką myśl ulgi i usprawiedliwienia – OCH, nie jestem sama. Porażki życia codziennego matki Polenderki. Nie ty jedna nie ogarnęłaś dziś tego prania. Nie ty jedna nie ugotowałaś wczoraj obiadu albo zapomniałaś zapłacić rachunki.
Ja też mam w domu miejsce, które zgarnia wszystkie pierdoły w domu. Ba, mam nawet taki pokój oficjalnie zwany biurem, a tak naprawdę to magiczny pokój, w którym ląduje czasem wszystko – pranie, dokumenty, zabawki. Tak na chwile, kiedy na szybko.
Dobrze, że życie za granicą ma swoje uroki i nikt nie wpada do mnie z zaskoczenia na kawę. Nie, dobra, nie wierzę, że to napisałam. I że zamierzam to opublikować, serio.

Wtedy, w sierpniu jakoś nie doszło do publikacji, dużo jakoś rzeczy się nałożyło i mój kalendarz pękał w szwach, żeby wiele rzeczy dopiąć na zicher i często na ostatnią chwilę. A dziś, kiedy w sumie kończy się mój ulubiony miesiąc i kiedy mam chwilę, kiedy mój noworodek śpi mogę się do Was odezwać.
Nie, nie uporałam się z grajdołem, a zdanie „Trzeba tu posprzątać” wciąż budzi we mnie jakiś morderczy tryb. Wiem jednak, że czas upłynie bez względu na umyte okna czy wyprasowane ciuchy, dlatego czasem warto odpuścić i dać się ponieść chwili.
Bo wiecie… Kiedyś nie będziemy wspominać zawsze czystego domu, ale właśnie takie małe momenty – zabawy z dziećmi, wspólne delektowanie się kawą czy czas dla siebie.
A TY? Kiedy Ty miałaś czas na hobby?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *